SIOSTRY

NAJŚWIĘTSZEJ DUSZY CHRYSTUSOWEJ

 

Zgromadzenie Sióstr Najśw. Duszy Chrystusa Pana zostało założone przez Sł. B. Matkę Paulę Zofię Tajber w 1923 r. w Krakowie. Celem Zgromadzenia jest szerzenie kultu Najśw. Duszy Chrystusa Pana oraz troska o ludzkie dusze, a centrum jego duchowości stanowi prawda o tym, że Jezus żyje w nas, by w nas i przez nas działać zbawczo. Mottem są słowa św. Pawła: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Przejęte tą prawdą siostry troszczą się o los Jezusa w duszach ludzkich.

Będąc wspólnotą zakonną działającą apostolsko – siostry pracują jako katechetki, zakrystianki, parafialne opiekunki chorych, organistki, prowadzą przedszkola w Polsce. Ponadto pracują w USA na Florydzie oraz w Kamerunie.

Do parafii w Kamieniu Pomorskim pierwsze siostry przybyły na prośbę ks. Dziekana Michała Kaspruka (wyrażoną w pismach księdza Proboszcza Romana Kostynowicza) dnia 7.02.1962 roku. Potrzebne były do opieki nad chorym ks. Michałem Kasprukiem, a także do prowadzenia gospodarstwa na plebanii oraz kancelarii. Siostry miały też podjąć pracę w zakrystii i katechezie. Pierwszą przełożoną wspólnoty była Siostra Hieronima Zięba.

zmarła 29 marca 2015 r. – przeżyła prawie 101 lat

Siostry zamieszkały na parterze plebanii w dwóch pokojach, gdzie warunki mieszkaniowe były dość trudne. Obecnie siostry mieszkają obok katedry przy ul. Klasztornej. Pracują w zakrystii, katechizują w szkołach podstawowych, prowadzą scholę dziecięcą oraz włączają się w różne dzieła parafialne.

W Kamieniu Pomorskim na przestrzeni kilkudziesięciu lat pracowały Siostry :

s. Hieronima Zięba /1962-64/, s. Aleksa Popieluch /1962-65/, s. Paulina Wilk 1962, s. Jolanta Siwiec /1962-63/, s. Sebastiana Ozga /1963. 1967-69/, s. Paschalisa Grela /1964-?/, s. Aniela Irzyk /1964-66/, s. Janina Bera /1964-66/, s. Brunona Czekaj /1965-67/, s. Filomena Lach /1965-69/, s.Aleksandra Szala /1966-67/, s. Elżbieta Wysowska /1967-71/, s. Klara Ozga /1968-69/, s. Imelda Kos /1969/, s. Waleria Bieniek /1969/, s. Felicja Pietroń /1969-75, 1987-90/, s. Zefiryna Bukowska /1969-71, s. Celestyna Rzeszutek /1970-75/, s. Rafaela Kulka /1970-74, 1985-93/, s. Bogdana Goławska /1971-72/, s. Ezechiela Wielgus /1972-89/, s. Maksymiliana Bandyk /1975-78, 2002-2005/, s. Wiesława /Chmiel 1976-80/, s. Adriana Ozga /1978-87/, s. Iwona Starzec /1978-79/, s. Teresa Cyrulik /1979-86/, s. Bronisława Zięć /1980-85/, s. Ludmiła Sypion /1985-86, 1998-2000/, s. Regina Labuda 1986-95, s. Zdzisława Brzostowska /1986-88/, s. Weronika Palińska /1988-1993 /(pochowana w Kamieniu Pomorskim), s. Apolonia Wojciechowska /1989-95/, s.Noemi Wiklak /1990-91/, s. Łukasza Chechła /1992-94/, s. Olga Nowak /1993-98/, s. Agnes Mańkowska 1994-97, 2009-2014, s. Natanaela Wawrzonek /1995-96/, s. Halina Marszalik /1997-98/, s. Klaudia Siwek /1997-2000/, s. Kinga Róg /2000-2009/, s. Emiliana Łuka /2000-2001/, s. Sawia Waresiak /2000-2001/, s. Damaris Pawłowska /2001/, s. Innocenta Dzianach /2001-06, od 2010/, s. Marietta Maj /2005-2012/, s. Roberta Laskowska /2006-2009/, s. Krystiana Raś /2009-2010/, s. Judyta Lisek /2014/.

Obecnie nasza Wspólnota Zakonna w Kamieniu Pomorskim liczy trzy Siostry.

Podczas Kapituły Generalnej nasza Wspólnota Zakonna zmieniła strój zakonny: welon

i częściowo krój habitu. Od 30 czerwca 2016 roku nosimy nowy strój. /Poprzedni strój mogą nosić siostry, które ukończyły 70 lat życia./

 

Przełożoną Domu Zakonnego jest:

s. Innocenta Marianna Dzianach – s. Innocenta

Siostra pełni w parafii posługę zakrystianki w Katedrze Kamieńskiej.

 

 

 

 

 

Wspólnotę tworzą również:

s. Marinella Dorota Kowalewska

Pracuje w Kamieniu od 2012 roku. Jest katechetką w Szkole Podstawowej nr 1, im. Bolesława Chrobrego oraz w Przedszkolu nr 1. Jest również opiekunką Scholi Promyczki Duszy Chrystusowej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

s. Hiacynta Natalia Nowosad

Pracuje w kamieniu od 2014 r. Jest katechetką w Szkole Podstawowej nr 2 im. Leonida Teligi oraz w Przedszkolu nr 2 i w prywatnym Przedszkolu „Kajtuś”.

 

 

 

 

 

 

 

Siostry katechetki przygotowują oprawę liturgiczną Mszy św. z udziałem dzieci w katedrze o godz. 12.00 oraz prowadzą katechezę dzieci do I-ej spowiedzi i Komunii św.

 

W naszym Zgromadzeniu szczególne miejsce zajmuje:

Najświętsza Dusza Pana Jezusa – najpiękniejsza z wszystkich dusz

 

Dusza Jezusa Promieniującego – obraz namalowany według opisu M. Tajber przez malarza Adolfa Hyłę.

 

Pan Bóg w Kościele powołał nasze Zgromadzenie do uwielbienia Najśw. Duszy Swego Syna Jezusa przez modlitwę, naśladowanie Jej cnót oraz działalność apostolską” (Dyrektorium Zgromadzenia art. 3).

Syn Boży w chwili Wcielenia przyjął ludzkie ciało i duszę. Wydarzenie to świętujemy 25 marca (Zwiastowanie Pańskie). To właśnie wtedy została stworzona Najśw. Dusza Jezusa. W naszym Zgromadzeniu jest to święto Patronalne i odpust.

Dusza Jezusa jest sanktuarium człowieczeństwa Syna Bożego. Przez modlitwę chcemy wpatrywać się w Duszę Jezusa, towarzyszyć Mu w Jego przeżyciach i kochać Go. W ten sposób pragniemy stać się radością Duszy Jezusa, która jest najpiękniejszą ze wszystkich dusz ludzkich. Naszym zadaniem jest zgłębiać i naśladować cnoty Najśw. Duszy Chrystusa Pana, by w ten sposób upodobnić się do Niego. Wstępując do Nowicjatu każda siostra otrzymuje jedną Cnotę Duszy Jezusa, w której praktykowaniu ma się doskonalić przez całe życie (np. pokorę, wierność itp.). Mamy dbać o ludzkie dusze nieśmiertelne i temu służy cała nasza działalność apostolska.

 

Historia życia

Założycielki Zgromadzenia Sióstr Najśw. Duszy Chrystusa Pana

sł. B. Matki Pauli Zofii Tajber.

Zofia Tajber urodziła się 23 VI 1890 r. z emigrantów śląskich, Rudolfa i Marii z Luksów, którzy osiedliwszy się w Białej Podlaskiej, założyli tam tartak oraz fabrykę sztyftów i prawideł szewskich.
Gdy Zosia, ich 15-te dziecko, miała pięć lat, wywędrowali do Żytomierza na Wołyniu, zakładając podobne przedsiębiorstwo dając zatrudnienie około 300 robotnikom. Zofia uczyła się w rosyjskiej szkole średniej pobierając dodatkowe lekcje polskiego w domu. Społeczna atmosfera domu, gdzie rodzeństwo dyskutowało nad sprawą poprawy położenia robotników, kształtowało także umysł i serce dziecka, które uważnie obserwowało pracowników w warsztatach ojca patrząc w ich twarze czy przebija się z nich zadowolenie. Zapamiętała dobrze, że w domu wiele mówiono o wydanej wówczas przez Leona XIII encyklice „Rerum novarum”.

Gdy po ukończeniu gimnazjum Zofia wyjawiła myśl wstąpienia do klasztoru, rodzina wyraziła swój sprzeciw. Niewierzący brat podsunął Zofii „mądre” książki ateistyczne Voltaire’a i Nietzschego, aby „wybić jej z głowy” życie w zakonie. Złe rozmowy o Kościele i księżach dokonały reszty, podważyły wiarę Zofii i wszczepiły jej przesadny krytycyzm względem autorytetów nie wyłączając ojca. Zofia przestała się modlić. Pozostała jej tylko miłość przyrody i sztuki. Stwórca nie poskąpił jej bowiem uzdolnień muzycznych, śpiewała ona pięknym sopranem. W poszukiwaniu szczęścia w sztuce oddała się studiom muzycznym i ćwiczeniom śpiewu, podejmując je w roku 1911 w Kijowie, a uzupełniając w Berlinie i w Warszawie.

Całe życie poszukiwałam…

… to wyznanie Zofii odnosi się także do okresu jej odejścia od Kościoła. Kto szczerze poszukuje, ten w końcu zawsze znajduje. Zetknięcie się z ks. Ignacym Dubowskim, późniejszym biskupem Łucko-Żytomierskim stało się w życiu Zofii Tajber punktem zwrotnym. Inne książki zaproponowane przez księdza, ukazują Zofii Kościół od strony interesującej i pięknej. W roku 1915 Zofia klęka u kratek konfesjonału. Odtąd rozpoczyna systematyczną pracę wewnętrzną. Osiągnięcia duchowne i łaski są tak znaczne, że ks. Dubowski poleca jej spisywać swoje przeżycia i oświecenia.

Czytając w roku 1918 Pisma Świętej Teresy Zofia stwierdza, że Bóg prowadzi ją do siebie „drogą mistyczną”. Wyraźnie wyczuwała, że ktoś ją kocha miłością nadludzką i tę ogromną miłość wlewa jej do serca. Po kilku latach już prawie nie poznaje samej siebie. Odmianę swoją i rozwój tłumaczy w ten sposób:

Muszę zaznaczyć, że od chwili gdy poznałam
i pojęłam nieskończoną Miłość Boga
do każdej duszy ludzkiej,
dla której On Bóg stał się Człowiekiem,
już nigdy w tę Jego Miłość ku mnie
nie wątpiłam,
i ona była moją we wszystkim dźwignią.

Prowadzona drogą miłości i wdzięczności względem Boga, Zofia przeżywa wzloty i upadki. W tym okresie „Miłość stała się jej życiem” powstaje w niej myśl założenia nowego zakonu, opartego na zasadzie miłości, wdzięczności i wierności. Dotychczasowe jej doświadczenie wewnętrzne dowiodło jej, że miłość to najbardziej życiodajna siła i sekret szczęścia. Wdzięczność zaś to szczególny, synowski przymiot Duszy Jezusa Chrystusa ożywiający Go względem Ojca, a zadaniem zaś specjalnym nowego zakonu będzie kontemplacja i cześć Najświętszej Duszy Jezusa Chrystusa. Nawet żart starszej w rodzinie siostry zdawał się popierać projekt: „Jeśli Zofia chce wstąpić do klasztoru, to może sobie założyć klasztor w naszym ogrodzie”.

Okres pobytu w Żytomierzu, chociaż już tam w roku 1919 podejmuje z dwiema innymi towarzyszkami próbę życia wspólnego, jest okresem przedwstępnym i czasem formowania się w umyśle Zofii pojęć o celach i charakterze mającego powstać zakonu. Myśl jej koncentruje się na prawdzie o obecności i życiu Jezusa Chrystusa w członkach Mistycznego Ciała. Kontemplacja doskonałości Duszy Chrystusa rozpala w niej pragnienie, by piękno i bogactwo tej Duszy zabłysło nowym blaskiem w Kościele.

W roku 1920 przybywa z gotowym planem do Krakowa i przedstawia miejscowej władzy kościelnej sprawę nowego zakonu. Zanim nastąpiły jakieś widoczne osiągnięcia, panna Zofia Tajberówna i jej towarzyszki musiały przejść szkołę ubóstwa, ciężkiej, służebnej pracy i cierpienia. Poszukiwania pierwszego noclegu przez umęczone uciekinierki ze wschodu, praca służebna w rozmaitych domach delikatnej i nienawykłej do pracy fizycznej Zofii, nieufność ludzka, wreszcie przykrości doznawane od towarzyszki, oraz nieustanne badanie jej przeżyć wewnętrznych – wszystko to było solidną szkołą i zaprawą Zofii do dzieła budowania. Wiedziona przekonaniem, że wszystko co wielkie wspiera się na Krzyżu, wytrzymuje wszystko i nie narzeka z powodu cierpienia. Od kilku już lat powtarza sobie regułę, ułożoną dla siebie i dla zakonu:

Cierpieć nie będę, choć będę cierpiała,

gdyż nie chcę, byś Ty, mój Jezu,

cierpiał we mnie,

a miał w mej duszy słodkie odpocznienie.

Zanim otrzymała zezwolenie na założenie stowarzyszenia religijnego, przechodzi wprzód formację duchowną i dokształcenie religijne pod kierunkiem kilku ojców jezuitów. Kiedy arcybiskup Stefan Sapieha, metropolita krakowski udzielił zgody, Zofia przystąpiła do dzieła. Dnia 24 X 1923 r. otwiera na Prądniku Białym pod Krakowem pierwszy dom

„Katolickiego Stowarzyszenia dla pogłębienia
życia religijnego ku czci Przenajświętszej Duszy Chrystusa Pana”.

Matka Tajber w Stowarzyszeniu.

 

Nazwa „Biały Prądnik” bardzo się Zofii spodobała. Tłumaczyła ją sobie proroczo:

Tutaj popłynie prąd, który będzie wybielał dusze.

Miłość człowieka, będącego już członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa lub mającego się nim dopiero stać dzięki apostolstwu, skłaniała Zofię do niesienia pomocy ludziom żyjącym w trudnych warunkach. Jeśli ja cieszę się posiadaniem Chrystusa, to muszę Nim promieniować na bliźnich poprzez życzliwość, miłość i uczynki. Tak pojęta duchowość harmonizowała doskonale z życiem praktycznym. Gdy ktoś zapragnął z nią rozmowy, stwierdzał, że zetknął się z osobą głęboko wyrobioną, ale całkiem zwyczajną. Głębsze przeżycia wewnętrzne ułatwiały Zofii kontakty z ludźmi, kazały jej szukać człowieka.

Przystępując do dzieła fundatorskiego Zofia Tajber nosiła w sobie od dawna pragnienie znalezienia takiej działalności, czy po prostu takiej pracy, która by równocześnie jak najbardziej uwielbiała Boga, jak najwięcej przynosiła pożytku bliźnim oraz jak najskuteczniej uświęcała samego apostoła.

Miejsce, w którym znajdowała się pierwsza placówka Stowarzyszenia wydawało się dostarczać taką właśnie pracę. Wioskę odległą od Krakowa o 4 km, bez połączeń komunikacyjnych z miastem, bez kościoła, zamieszkiwała ludność rolniczo-robotnicza. Poza czteroklasową szkołą ludową nie było tam żadnego ośrodka kulturalnego ani religijnego.

Po przybyciu sióstr powstaje tutaj ochronka dla opuszczonych nie mających opieki dzieci, punkt katechetyczny dla młodzieży i starszych; siostry niosą pomoc chorym i starszym po domach, zorganizowano też punkt opatrunkowy, kuchnię dla biednych; kursy krawieckie, zebrania świetlicowe i odczyty religijne. Dla zaspokojenia potrzeb religijnych ludności Zofia podejmuje myśl budowy publicznej kaplicy. Sceptycy słysząc o tym mówili: „Szwaczki chcą tam coś urządzić”. A jednak, mimo trudności, już w roku 1927 otwarta zostaje duża kaplica, w której dzieci i młodzież zamiast wałęsać się po ulicach występowała w amatorskich przedstawieniach, śpiewała w zespołach, uczestniczyła w kółkach ministranckich i różańcowych.

Bliskie były również M. Tajber sprawy materialne ludności. Dla uchronienia, zwłaszcza biedniejszej warstwy, przed wyzyskiem ze strony ówczesnych spekulantów, poleca swym siostrom prowadzenie rozmaitych pracowni, zakładów i sklepów. Nawet we śródmieściu można było znaleźć się w sklepie, gdzie za ladą usługiwała zakonnica w białym rondowym czepku. Dochód uzyskany ze sprzedaży przeznaczany był na cele charytatywne, gdyż równocześnie z otwieraniem sklepów zakładano ochronki. Założycielka miała niezwykle szlachetne pojęcie pracy, wskazywała na jej sens równocześnie społeczny jak i chrześcijański. Pouczała siostry, że powinny szanować każdą pracę, „podnosząc ją nawet do godności nabożeństwa”. Nawet handel można uduchowić i sprawić by był chrześcijański, czyniąc go służbą bliźnim i służbą Bogu. Matka mówiła siostrom, żeby okazje kontaktu z ludźmi podczas pracy wykorzystywały dla pociągnięcia ich do Boga poprzez uprzedzającą życzliwość i dobroć.

Jeśli w zakonnicy mieszka Chrystus, a ona oddaje Mu się całkowicie, wówczas Chrystus będzie przez nią mówił, kochał, działał, po prostu promieniował.

M. Zofia Tajber, dla której ideałem było…

…żyć z Jezusem, w Jezusie,

dla Jezusa i Jezusem,

czyli zjednoczenie się z Nim jak najściślej, była osobą promieniejącą i pociągającą. Dla niej praca to źródło radości i nabożeństwo, którym można uwielbiać Boga. Zdarzało się, że gdy w czasie plewienia chwastów, czy przerywania jarzyn, wzywano ją do rozmównicy, zjawiała się tam z pomalowanymi od buraków rękami.

Świadomość posiadania Boga rodzi w sercu radość i poczucie szczęścia, zapał do działania i chęć dzielenia się szczęściem z innymi, stąd Zofia Tajber niosła wokół radość i czyniła pokój. Mówiono o niej: „gdzie jest Matka, tam robi się jasno”. Rekreacje z nią były pełne wesołości. Gdy się która z sióstr dziwiła, odpowiadała: „Bierzmy życie takie, jakie jest”. A trzeba wiedzieć, że Matka Tajber jako założycielka miała wiele cierpień i napotykała wiele przeciwności.

Przyjmowała do swej Rodziny Zakonnej wszystkie dziewczęta, nawet bez posagu, byleby tylko miały serca czyste i chęć do służby Bożej. Przestrzegała przed przyjmowaniem kandydatek melancholiczek, albo jednostek grzebiących stale w swoich grzechach. Ciągłe zajmowanie się grzechami już odpuszczonymi obraża Boga i przeciwne jest powołaniu do miłości i szczęścia. Tłumaczyła siostrom:

Jesteście tymi dziećmi szczęścia, które mają szczęście Boga nieść we wszystkie strony świata. Wszystkie dusze mają być ogrzane waszą miłością.

Kto nosi szaty zakonne,

ten musi mieć serce złote

a duszę jak słońce,

które oświeca, ogrzewa,

zapala i pobudza do życia.

Najpiękniejsze owoce rosną jednak na drzewie Krzyża. Zakon Najświętszej Duszy Chrystusa, pomyślany przez M. Tajber nie ma być jednak nastawiony na specjalne, wyszukane, pokuty i umartwienia.

Krzyż Chrystusowego cierpienia i umartwienia i tak siostry poniosą, ale radośnie, bez skargi, mówiąc sobie: „nie będę cierpieć, choć będę cierpiała”. Należy więc wszystko, co niesie dzień przyjmować z wdzięcznością, nawet to, co trudne i bolesne. Umartwienie nie zależne od nas, wynikające samo z ziemskich warunków życia, nie przestrasza, gdy się je widzi w blasku miłości. Krzyż niesiony z miłości bardziej ozdabia niż ciąży.

Osiągnąwszy upragnione zatwierdzenie swego dzieła, M. Tajber wchodzi w okres życia głębszy ale i bolesny. Wówczas zachowuje żywość właściwą młodości, jest zrównoważona, pełna optymizmu. Obserwator M. Tajber w celu zebrania materiału do studium charakterologicznego zapisał:

„Matka Założycielka, kobieta lat 60-ciu, średniego wzrostu, postać o pełnych kształtach. Postawa jej pewna, wyrażająca poczucie godności osobistej, wzbudzająca szacunek. Ruchy spokojne, miękkie i delikatne… Chód poważny, równy, spokojny… Wyraz twarzy skupiony lecz nie marmurowy… Spojrzenie piwnych oczu głębokie. Można powiedzieć, że odbija się w nich… tajemnicza głębia życia psychicznego … W działaniu jest rozważna, stanowcza i zdecydowana. Zanim da odpowiedź decydującą, rozważy wszystko za i przeciw. Pracę organizacyjną prowadzi planowo. Ma dar koncentracji w działaniu… Posiada zdolność przyjaźni, kontaktowność w stosunku do osób na różnym poziomie inteligencji…”.

W ostatnim dziesiątku lat życia cechuje ją szerokie, horyzontalne widzenie świata. Wchodzi w cierpienia „ludzkiej rodziny”, bada przyczyny klęsk społecznych natury moralnej oraz poszukuje środków zaradczych. Dochodzi do stwierdzenia, że konieczna jest głębsza świadomość społeczna w członkach Kościoła, albowiem i dzisiaj Chrystus pragnie kontynuować swoje dzieło zbawcze, przez pośrednictwo swego Mistycznego Ciała. Potrzeba przeto, aby każdy z nas przeżywał swoje powołanie, prace, radości, cierpienia i doświadczenia w łączności z Chrystusem niosącym Krzyż.Ten krzyż i cierpienie dotknął także i jej. Została zdjęta z urzędu Przełożonej Generalnej. Otoczona szacunkiem jako Założycielka, przenosi się na wiejską placówkę do Siedlca w roku 1961. Rozstaje się z domem macierzystym pogodnie, uspokajając siostry aktami dziękczynienia Bogu: „Dobrze, Wola Boża, Wola Boża!” daje świadectwo posłuszeństwa i przywiązania do Kościoła świętego. Wzbudza akty miłości powszechnej i nadal obdarza wszystkich uśmiechem.

M. Tajber w swoim pokoju

 

Półtora roku trwała jej rozłąka z kolebką Zgromadzenia. Choroba i wynikłe powikłania w niczym nie naruszają jej zwykłego pokoju ducha. Lekarza opiekującego się nią w ciężkiej chorobie zadziwia szerokim zainteresowaniem, sprawami otoczenia, Kościoła i świata. W dzień przed śmiercią wypowiada z uśmiechem do sióstr słowa:

Niech siostry żyją Panem Jezusem

i kochają siebie nawzajem.

Patrzący na nieprzytomną już chorą odnosili wrażenie, że dusza jej jest już całkowicie w ręku Boga.

Zmarła 28 maja 1963 roku w Siedlcu pod Krakowem, a została pochowana na Białoprądnickim cmentarzu w Krakowie. Życiem swoim i dziełami oddała cenne świadectwo wierności postanowieniu Stowarzyszenia z roku 1929: „Będziemy zawsze posłuszne Kościołowi, choćby i do tego doszło, że skasowaliby nasz zakon zupełnie”. Wierność tę potwierdził abp Karol Wojtyła w pogrzebowym kazaniu: „Była posłuszna Kościołowi, chciała być posłuszna, i taką ją oddajemy Bogu”.

To całkowite oddanie się Bogu i Kościołowi wydało owoce. Szerząca się sława świętości Matki Pauli Zofii Tajber pozwoliła na otwarcie w 1993 roku jej procesu beatyfikacyjnego. Dnia 5 kwietnia 1994 roku doczesne szczątki Służebnicy Bożej zostały przeniesione z Białoprądnickiego cmentarza parafialnego do sarkofagu w Kaplicy Domu Generalnego Zgromadzenia w Krakowie.

/ oprac. s. Marinella na podstawie tekstu O. Otto Filka OCD/

sarkofag w Kaplicy Domu Generalnego w Krakowie na Prądniku Białym

 

Więcej informacji na temat naszej Wspólnoty Zakonnej można znaleźć na stronie internetowej:

Strona Zgromadzenia Sióstr Najśw. Duszy Chrystusa Pana